Jedyny taki eksponat we Wrocławiu? „Wagon i Maluch z 80 mln zł”

Gościem DEWURADIO był Adam Pacześniak, rzecznik prasowy Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu.

DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Placówka, którą pan dziś reprezentuje, to jest z jednej strony legendarne miejsce, choć wciąż jest sporo mieszkańców Wrocławia, Dolnego Śląska czy po prostu turystów, którzy nie odwiedzili jeszcze tego miejsca.

ADAM PACZEŚNIAK: Tu są poruszone dwa tematy. Jeden temat, czyli jaką jesteśmy fantastyczną placówką opowiadającą o historii, ale też trochę współczesności Wrocławia. Drugi element, trochę dotykający naszej lokalizacji, bo rzeczywiście jesteśmy trochę na uboczu tych głównych szlaków turystycznych we Wrocławiu, aczkolwiek w miejscu takim bardzo łatwo identyfikowalnym.

Łącząc te dwa wątki, czyli naszą historię, naszą przeszłość, Wrocław i nasze położenie, warto chyba słuchaczom powiedzieć, że Grabiszyńska 184, czyli miejsce, gdzie się znajdujemy, to dawna zajezdnia tramwajowa przed wojną, a po wojnie zajezdnia autobusowa, gdzie narodziła się wrocławska Solidarność, czyli taki moment bardzo tożsamościowy dla Wrocławian.

Tutaj właśnie ten komitet strajkowy, który powstał, gromadził ludzi z różnych zakładów pracy z całego Dolnego Śląska, bo to nie tylko Wrocław. To tu zaczęła się tak naprawdę nasza droga do wolności.

W momencie, kiedy zajezdnia przestała być zajezdnią, po krótkim remoncie powstała nasza wystawa opowiadająca o Wrocławianach i historii Wrocławia. To jest coś niesamowitego, bo nasza placówka powstała dzięki mieszkańcom miasta. Oni przynosili mnóstwo rzeczy, swoje relacje, pamiątki i po prostu swoje życie.

Po Gdańsku przecież Wrocław był drugim miastem, gdy mówimy o tym zrywie, o tym, że możemy dziś żyć w takim kraju. Co właściwie stanowi z pana perspektywy największą ciekawostkę, największą wartość tego miejsca? Dlaczego warto tam zajrzeć? Oprócz tego, że można dosłownie dotknąć historii.

Po pierwsze, właśnie to jest chyba najważniejsze. Można tej historii dotknąć. Zarówno dźwięki, które słyszymy wokół, jak i wszystkie elementy, artefakty oraz eksponaty. Można wejść do Malucha, w którym pokazujemy 80 milionów dolnośląskiej Solidarności.

Tak na marginesie, wie pan, ile miejsca zajmuje 80 milionów starych złotych?

Nie, chociaż trochę się bałem, że padnie takie pytanie. Nigdy nie widziałem takiej sumy.

To proszę przyjść do nas. W Centrum Historii Zajezdnia stoi Maluch i są walizki z tymi pieniędzmi. To pokazuje, jaki był wysiłek i jak brawurowa była akcja ratowania tych pieniędzy przed komunistami. Dzięki temu związkowcy, mimo represji i stanu wojennego, mogli nadal korzystać z tych środków na działalność podziemną oraz pomoc represjonowanym i ich rodzinom.

Cała historia uratowania 80 milionów związkowych pieniędzy jest pięknie pokazana. Zawsze opowiadam o tym naszym gościom. Mogą wejść do Malucha, co jest kolejną ciekawostką. Wielu z nas przecież nim jeździło.

Prawda.

Można wejść do środka, sprawdzić, jak niewygodne były te siedzenia w porównaniu ze współczesnymi samochodami. Zobaczyć, ile miejsca zajmuje 80 milionów, a następnie poznać historię przechowywania tych pieniędzy w stanie wojennym oraz sposób dokumentowania ich wydawania.

Jak pan myśli, jakiego wysiłku i sprytu wymagało dokumentowanie wydawania tych pieniędzy w warunkach konspiracyjnych?

Trochę jak w filmie „80 milionów” Waldemara Krzystka. Tam mieliśmy okazję to zobaczyć. Nie będę spoilerował.

Tak. Podam tylko ciekawostkę, która rzadko się przebija. Pieniądze zdeponowane u arcybiskupa Gulbinowicza zostały częściowo zainwestowane w gospodarstwo ogrodnicze, częściowo wymienione na dolary, bo wiadomo było, że złotówka szybko traci na wartości.

Natomiast środki przeznaczane później na działalność podziemną i pomoc represjonowanym wydawał Kazimierz Jerié. Brał pokwitowania od działaczy podziemia na małych kartkach, a następnie przechowywał je w pancernej szafie na materiały radioaktywne w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Uśmiecham się, bo dziś działa to na wyobraźnię. W tamtych czasach trzeba było wykazać się ogromną odwagą.

Tak. Gdyby to archiwum wypłat wpadło w ręce Służby Bezpieczeństwa, mieliby gotową listę osób zaangażowanych w konspirację. Tymczasem do szafy z materiałami radioaktywnymi nikt nie chciał zaglądać. Po Czarnobylu tym bardziej budziła respekt.

Dzięki tym pokwitowaniom podziemna Solidarność mogła po odzyskaniu wolności rozliczyć się z wydatkowania pieniędzy. Między bajki można włożyć opowieści o fortunach zbudowanych na tych środkach. Wszystko zostało rozliczone co do złotówki.

Choć te legendy nadal funkcjonują. Nie chcę wchodzić w politykę, bo nie taki jest cel naszej rozmowy. Jakie uczucia towarzyszą osobom, które odwiedzają państwa placówkę po raz pierwszy?

Po pierwsze ogromne zaskoczenie. Jadąc ulicą Grabiszyńską, trudno się spodziewać, że w środku znajduje się tak wiele ścieżek edukacyjnych, historii i eksponatów. To bardzo pozytywne zdziwienie.

Ludzie wracają po kilka razy. Ci z Wrocławia i okolic często mówią, że są trzeci, czwarty albo piąty raz i za każdym razem odkrywają coś nowego.

Nasza narracja jest bardzo logicznie poukładana. Opowiadamy historię Wrocławian po 1945 roku. Zwiedzanie zaczyna się od kresowego miasteczka.

Kargul z Pawlakiem.

Trochę tak. Przechodzimy przez ostatnie dni przed II wojną światową. Można wejść do mieszczańskiego pokoju w kamienicy i zobaczyć gazety z 1 września 1939 roku. Następnie przechodzimy przez moduły związane z wojną.

Potem dochodzimy do naszego największego eksponatu – wagonu kolejowego, którym przesiedleńcy przybywali na Dolny Śląsk. To robi ogromne wrażenie. Drewniany wagon pokazuje, w jakich warunkach podróżowały całe rodziny.

Ma pan swój ulubiony eksponat?

Mam.

Zdradzi pan?

To właśnie ten wagon. Drugim ulubionym miejscem jest powojenna szkoła. Znajdują się tam ławki z Pawłowa Trzebnickiego.

Całkiem niedawno było głośno o tym miejscu.

Tak. To była pierwsza szkoła, w której w 1945 roku odbyły się lekcje po polsku. Wrocław jeszcze płonął, a już w kwietniu w Pawłowie Trzebnickim prowadzono zajęcia.

Podczas remontu szkoły otrzymaliśmy stare ławki. To autentyczne meble, na których siedzieli pierwsi polscy uczniowie na Dolnym Śląsku. To bardzo sentymentalny element naszej wystawy.

Co w najbliższych dniach i tygodniach mogą zobaczyć u was mieszkańcy i turyści?

Przede wszystkim zapraszamy codziennie, z wyjątkiem poniedziałków, na wystawę „Wrocław 1945–2016”, opowiadającą historię miasta i jego mieszkańców. Pokazujemy także życie społeczne oraz wiele wyjątkowych pamiątek.

Jedną z nich jest szuflada Tadeusza Różewicza przekazana przez jego wdowę. Można do niej zajrzeć.

Najbliższe wydarzenie to festiwal zegarków „Passion for Watches”, który odbędzie się 19 i 20 czerwca. Będzie poświęcony sztuce zegarmistrzowskiej. Oprócz wykładów zaplanowano warsztaty składania i rozkładania budzików.

Od razu przypomina mi się kolega z poprzedniej redakcji, wielki miłośnik zegarków.

Koniecznie powinien się pojawić.

Kolejnym wydarzeniem będzie koncert „Wrocław Przyszłości” na placu Wolności 30 czerwca. Wystąpią Ralph Kaminski, Edyta Górniak i Margaret razem z artystami operowymi. Usłyszymy nowe aranżacje polskich i zagranicznych przebojów.

Serdecznie zapraszamy. Zachęcam też do śledzenia naszych mediów społecznościowych oraz strony zajezdnia.org, gdzie publikujemy informacje o wszystkich wydarzeniach.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *