NASZYM GOŚCIEM BYŁ wiceprezydent Wrocławia Grzegorz Roman.
DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Panie prezydencie, będzie metro czy nie?
GRZEGORZ ROMAN: Będzie. Tylko nie wiem, czy będzie to metro, czy lekka kolej miejska. Na pewno będzie musiała przejść przez centrum krótkimi tunelami.
Kiedy?
To już jest dużo poważniejsze pytanie, gdyż jest to jednak trochę pieniędzy. Sami nie damy rady.
Pamięta pan deklarację pana premiera Kosiniaka-Kamysza sprzed wielu miesięcy, wygłoszoną we Wrocławiu? Powiedział wtedy, że w wielu dużych miastach Polski metro – absolutnie tak. W ramach „dual use”.
Powiedział dokładnie: w dziesięciu miastach.
No właśnie. Wśród tych miast jest Wrocław. To bardzo dużo – dziesięć miast. Ja wierzę politykom, pan na pewno też. Dlatego pytam: kiedy?
Może nie wierzę politykom, ale są pewne deklaracje, których należy później się trzymać. Natomiast dziesięć inwestycji naraz nie jest możliwe. Nie znam kraju tej wielkości, gdzie budowano by metro jednocześnie w trzech miastach.
Dzisiaj mamy Warszawę w toku. Mamy Kraków, który za moment zacznie. I teraz pytanie, czy Wrocław się w to wpasuje.
Wrocław ma prawdopodobnie 850–880 tysięcy mieszkańców. Ma szansę bardzo szybko dobić do 900 tysięcy. Powiat wrocławski w najbliższym czasie osiągnie 400 tysięcy mieszkańców. Dzisiaj ma około 200 tysięcy. Rozwija się bardzo szybko, więc potencjał pasażerski jest.
Pełna zgoda. W przyszłym roku mamy wybory. Wyobrażam sobie, że wątek metra będzie jednym z tematów kampanii.
Rozwijamy się. W poprzednich wyborach był tramwaj na Jagodno, teraz może być metro.
Pytałem regularnie o tramwaj na Jagodno. Zdążyłem nawet zmienić redakcję w międzyczasie. Gdyby premier Tusk powiedział: „Razem z panem Kosiniakiem-Kamyszem deklarujemy, że znajdą się pieniądze dla Wrocławia. Możecie działać”, to ile czasu potrzeba, żebym postawił nogę na pierwszym przystanku metra?
Mogę powiedzieć w ten sposób: wkrótce ukaże się drukiem zeszyt, w którym będą pewne elementy dotyczące metra. W międzyczasie, po deklaracji pana premiera, były wiceprezydent Sławomir Najnigier, przy współpracy między innymi mojej osoby i kilku innych doświadczonych osób, przygotował koncepcję linii metra we Wrocławiu. Naszą, autorską, wrocławską.
Czyli mamy dziś absolutną premierę?
Tak. Do tej pory może Sławek gdzieś o tym wspominał, ale możemy to pokazać. Ta koncepcja opiera się na wykorzystaniu ulic i wolnych terenów niezabudowanych. Wszystkie przejścia podziemne byłyby realizowane nie poprzez przebijanie się pod kwartałami zabudowy – co w Łodzi skończyło się dość tragicznie – tylko w miejscach, gdzie ryzyko takich katastrof nie występuje.
A gdybyśmy mieli to opowiedzieć słuchaczom?
Musiałbym mieć plan przed oczami, ale mniej więcej wygląda to tak: oczywiście musimy pójść na Psie Pole. Przechodzimy przez centrum, wykorzystując fosę do przejścia mniej więcej z rejonu Dworca Świebodzkiego w rejon Urzędu Wojewódzkiego. To czysty korytarz, bez infrastruktury podziemnej. Później idziemy dalej na północ.
Umówmy się, że po rozmowie to pokażemy.
Mogę to pokazać następnym razem. Dlaczego podeszliśmy do tego w ten sposób? Po pierwsze, prace prowadzone w Warszawie toczą się – według nas – trochę bez świadomości mieszkańców Wrocławia. To nie jest dobry sposób projektowania komuś prezentu. Ostatni taki prezent, o jakim słyszałem, to… Pałac Kultury.
To bardzo złośliwe porównanie.
Uważam, że powinien być zespół u nas, we Wrocławiu, i powinniśmy współpracować. Nie może być tak, że ktoś w Warszawie zaprojektuje metro we Wrocławiu. To tak, jakbyśmy my projektowali metro w Warszawie. Tak się po prostu nie robi. Jest zbyt dużo uwarunkowań lokalnych, społecznych, technicznych i przyrodniczych.
Myślę, że do powołania takiego zespołu musi dojść w najbliższym czasie. Musimy być partnerem – podmiotem, a nie przedmiotem.
A w ile lat buduje się metro?
Przygotowania w Krakowie trwały prawie dziesięć lat, zanim wbito pierwszą łopatę. Myślę, że pięć–siedem lat to absolutne minimum, żeby mówić o rozpoczęciu poważnej budowy tuneli. Ale wcześniej możemy budować odcinki naziemne. Nie musimy przecież całego systemu budować pod ziemią.
Pamiętam Expo 2000 w Hanowerze. Byłem wtedy szefem projektu dolnośląskiego prezentującego region na wystawie światowej. Dowiedziałem się tam, że na potrzeby Expo wybudowano lekką kolej miejską i tylko 14,5 kilometra tuneli. Tunelami pokonywano wyłącznie najtrudniejsze przeszkody komunikacyjne. Reszta była prowadzona naziemnie. Tak powinno być i u nas.
A Wrocławski Węzeł Kolejowy?
Na pewno by pomógł. Musi być uwzględniony. Być może po przejściu przez centrum trzeba będzie prowadzić linię dalej, do nowych ośrodków wzrostu na obrzeżach miasta.
(…)
Czy my kiedyś przestaniemy stać w korkach?
To zależy. Po pierwsze, musimy zdecydowanie poprawić komunikację publiczną. Dużo już zrobiono i nie mówię tego tylko dlatego, że wszedłem do ekipy rządzącej Wrocławiem.
Korzysta pan z komunikacji miejskiej?
Czasami. Jestem emerytem, mam darmowy bilet.
To mocny argument.
Bardzo mocny. Potrafiłem regularnie jeździć z okolic urzędu do rynku, zostawiając samochód na parkingu. Jeżdżę komunikacją i nie narzekam, zwłaszcza na tramwaje.
Natomiast jeśli naprawdę chcemy poprawić sytuację, musimy ograniczyć liczbę samochodów we Wrocławiu.
To brzmi bardzo kontrowersyjnie.
Ale mogę zaproponować coś innego. Chcę zaproponować zmianę podejścia do miejsc parkingowych przy budowie mieszkań. Dzisiaj często wymaga się 1,5 miejsca parkingowego na mieszkanie. Jeżeli miejsca są na powierzchni – niech tak zostanie. Ale jeśli inwestor buduje parking podziemny, może wystarczyłby wskaźnik 1,1. Ponosi przecież dodatkowe koszty.
Proszę spojrzeć na Jagodno – morze samochodów. Gdyby część z nich była pod budynkami, mielibyśmy więcej miejsca na zieleń i przestrzeń wspólną.
Skoro wywołał pan temat Jagodna – pracował pan przed laty w Urzędzie Miejskim…
Łapy bym sobie poobcinał. Nie dopilnowaliśmy tego. Pomijając już kwestie ruchu samochodowego, największym problemem jest to, że dopuszczono na masową skalę sytuację, w której w parterach budynków nie ma usług.
Dlaczego nikt nie pomyślał, żeby najpierw wybudować drogę, szkołę, przedszkola i infrastrukturę, a dopiero potem pozwolić deweloperom budować mieszkania?
Dlatego, że trzeba byłoby zdjąć pieniądze z innych ważnych inwestycji i przeznaczyć je na ten cel.
Kto odpowiada za ten błąd?
Grzegorz Roman. Po pierwsze, trzeba umieć przyznać się do błędu. Po drugie, częściowo odpowiadają za to deweloperzy, bo ich interesem było budowanie mieszkań, a nie lokali usługowych.
(…)
