Gościem DEWURADIO był Henryk Pepliński, wicedyrektor 12. Tarczyński Nocnego Wrocław Półmaratonu.
GREGOR NIEGOWSKI: Jakie emocje po wydarzeniu? Czy one już opadły? Czy jest radość? Czy jednak trochę wyzwań związanych z odpowiadaniem na krytykę, która pojawiła się w internecie?
HENRYK PEPLIŃSKI: Tak naprawdę radość, która przyszła po wydarzeniu, nadal pojawia się falami. Jest ona skutkiem tego, że całe wydarzenie ma bardzo dobry odbiór. Natomiast wiemy jako organizatorzy, że będziemy pracować nad pewnymi elementami, aby jeszcze bardziej je udoskonalić. Słuchamy ludzi, czytamy to, co piszą, analizujemy ich uwagi i – tak jak co roku – będziemy się poprawiać, żeby nasze wydarzenie było coraz lepsze.
Całościowy obraz półmaratonu jest bardzo dobry. Jesteśmy dumni z tego wydarzenia, ale mamy też własne przemyślenia, które musimy wdrożyć przed przyszłoroczną edycją, aby była jeszcze lepsza niż tegoroczna.
Można powiedzieć, że było to zupełnie inne wydarzenie – dwa razy większe niż przed rokiem. Była nowa trasa, dwa razy więcej biegaczy.
Zdecydowanie. Nowe miejsce, nowa trasa, dwa razy więcej ludzi – to również podwójna odpowiedzialność. Całe planowanie trwało około siedmiu miesięcy. Obejmowało zmiany logistyczne, planowanie wszystkich obszarów, stref i trasy, a także analizę przepustowości. Kilka miesięcy poświęciliśmy wyłącznie na jej wyliczanie.
Sam start nie był największym wyzwaniem, ponieważ dysponowaliśmy długą Aleją Śląską. Kluczowe było jednak dokładne przeanalizowanie przepustowości przy wbieganiu na stadion, tak aby wszystko odbywało się bezpiecznie. Musieliśmy wyliczyć każdy metr przestrzeni, by zawodnicy po ukończeniu biegu mogli bezpiecznie przemieszczać się do kolejnych stref i nie powodować zatorów.
To były nasze największe wyzwania logistyczne. Udało się je zrealizować zgodnie z założeniami, dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni, że te obszary funkcjonowały sprawnie pod względem bezpieczeństwa i przepustowości.
Jeżeli chodzi o trasę oraz zmianę startu i mety na Tarczyński Arenę – czy to rozwiązanie się sprawdziło? Czy zostanie na stałe?
Tak, dla nas to zdecydowanie krok w dobrą stronę. Stadion bardzo dobrze nas przyjął. Jeśli chcemy nadal organizować biegi tej skali, Stadion Olimpijski nie jest już w stanie ich pomieścić. Musimy więc startować z Tarczyński Areny Wrocław.
To jedyne miejsce we Wrocławiu, które może przyjąć tak dużą liczbę uczestników. Jesteśmy zadowoleni zarówno z obiektu, jak i z nowej lokalizacji startu. Można powiedzieć, że to nowy dom Nocnego Wrocław Półmaratonu.
To były rekordowe zapisy. Czy przełożyło się to na faktyczną frekwencję na starcie i mecie?
Faktem jest, że sprzedaliśmy wszystkie pakiety startowe. Na linii startu oraz podczas odbioru pakietów pojawiło się 21 970 uczestników, a bieg ukończyło 21 807 osób.
Odsetek osób, które nie wystartowały, był nieco wyższy niż w poprzednich latach, ale przy takiej skali wydarzenia jest to zjawisko naturalne. Część uczestników z różnych przyczyn po prostu nie pojawiła się na starcie.
Przy tak dużej imprezie pojawiło się też sporo głosów krytycznych. Skupmy się najpierw na biegaczach. Czy otrzymaliście informacje zwrotne dotyczące tego, co można poprawić? Były uwagi dotyczące tłoku, długiego oczekiwania na start czy podawanej na trasie kranówki. Czy planujecie jakieś zmiany?
To może po kolei.
Rozplanowanie stref i obszarów zostało przygotowane tak, aby jak najbardziej rozproszyć tłum. Mając świadomość, że startuje około 26 tysięcy osób, musieliśmy wydłużyć strefy startowe. Rozciągnęliśmy je na całej długości Alei Śląskiej i bardzo dokładnie wyliczyliśmy dostępną przestrzeń.
Zdaję sobie sprawę, że czas potrzebny na opuszczenie stref startowych był dłuższy niż zwykle, ale wynikało to wyłącznie z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa. Byliśmy w stałym kontakcie z koordynatorami na pierwszych kilometrach trasy oraz z operatorami dronów monitorujących jej przepustowość.
Dla nas najważniejsze były bezpieczeństwo i komfort biegaczy. Właśnie dlatego wydłużyliśmy część procedur. To rozwiązanie sprawdziło się bardzo dobrze. Otrzymaliśmy również pozytywne opinie od zawodników startujących w elitarnych biegach europejskich. Potwierdzali oni, że zastosowane przez nas procedury są standardem podczas dużych imprez biegowych.
Jeżeli chodzi o wodę z kranu, czytamy wszystkie uwagi i słyszymy, co mówią uczestnicy. Trzeba jednak pamiętać, że na samopoczucie zawodnika wpływa wiele czynników: poziom wytrenowania, przygotowanie w dniu startu, sposób żywienia czy nawodnienie.
Przez cały okres przygotowań do półmaratonu informowaliśmy, że na trasie dostępna będzie wrocławska kranówka. Wszystkie procedury związane z jej uzdatnianiem, certyfikacją i kontrolą jakości zostały zachowane. Bardzo o to dbaliśmy i nie mam wątpliwości, że woda spełniała wymagane normy.
Jako organizatorzy musimy jednak zachować czujność. Będziemy analizować kwestie związane z rozmieszczeniem punktów nawadniania i żywienia oraz obserwować, czy w tym obszarze potrzebne są zmiany.
Nie chcę mówić, że rację mają wyłącznie zawodnicy albo wyłącznie organizatorzy. Na końcowy efekt wpływa bardzo wiele czynników – od przygotowania do samego biegu po reakcję organizmu podczas wysiłku.
Jeśli chodzi o komentarze w mediach społecznościowych, każdy głos jest dla nas ważny. Niezależnie od tego, czy pochodzi od biegacza, czy od osoby, która nie brała udziału w wydarzeniu, chcemy ludzi wysłuchać i reagować na ich uwagi.
Półmaraton miał również bardzo rozbudowaną oprawę muzyczną. Czy to był dobry kierunek, mimo głosów mieszkańców mówiących o zbyt dużym hałasie?
To bardzo dobre pytanie. W tym roku mieliśmy 18 punktów kibica. Funkcjonują one od kilku edycji, więc co roku mierzymy się z opiniami mieszkańców na temat ich działania.
Oczywiście wsłuchujemy się w te głosy. Wiem, że poziom głośności punktów kibica był kontrolowany i nie przekraczał obowiązujących norm. Uważam jednak, że jest to wydarzenie odbywające się raz w roku, które przyciąga dziesiątki tysięcy uczestników i kibiców.
To także ogromna wartość promocyjna dla Wrocławia. Chcemy pokazywać miasto z jak najlepszej strony. Tysiące mieszkańców wychodziły na trasę, kibicowały zawodnikom i współtworzyły atmosferę wydarzenia.
Duże miasta w Polsce, Europie i na świecie żyją takimi imprezami. Bardzo chciałbym, aby mieszkańcy postrzegali je jako coś, w czym mogą uczestniczyć i z czego mogą być dumni.
Jednocześnie stale słuchamy opinii mieszkańców i będziemy rozmawiać o ewentualnych zmianach, aby z jednej strony ograniczać niedogodności, a z drugiej nie zatracić charakteru wydarzenia, jakim jest Nocny Wrocław Półmaraton.
Patrząc wyłącznie na liczby i frekwencję, widać ogromny potencjał biegania we Wrocławiu. Czy nie warto wrócić do pomysłu organizacji maratonu?
Po naszym wydarzeniu rzeczywiście pojawiło się wiele głosów zachęcających do organizacji maratonu.
Trzeba jednak pamiętać, że choć maraton ma dwa razy dłuższy dystans niż półmaraton, skala organizacyjna jest równie duża, a często nawet większa. To także znacznie wyższe koszty przy mniejszej liczbie uczestników.
Nie mówimy ani „tak”, ani „nie”. Musimy przeanalizować różne scenariusze i sprawdzić, czy jesteśmy gotowi na organizację dwóch dużych imprez biegowych w ciągu roku. Jesteśmy otwarci na taki pomysł, ale wymaga on jeszcze wielu analiz i przygotowań.
Czyli dyskusje na ten temat już się toczą?
Tak, takie rozmowy się pojawiają. Trudno ukryć, że Wrocław, jako jedno z największych miast w Polsce, nie ma obecnie maratonu. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się więc myśl, że dobrze byłoby go przywrócić.
Przed nami jednak bardzo dużo pracy. Dlatego na ten moment nie deklarujemy jeszcze żadnej konkretnej decyzji.
