Gościem DEWURADIA był dr Maciej Zathey, dyrektor Instytutu Rozwoju Terytorialnego. Dzień dobry, Panie Doktorze.
DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Kilka tygodni temu radny wrocławski Robert Suligowski powiedział o „polach kapusty”. Ta wypowiedź dotyczyła – w dużym uproszczeniu – tego, że nasze miasta i w ogóle Dolny Śląsk w niekontrolowany sposób się rozrastają. Gdzie właściwie dzisiaj jesteśmy we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku? Kiedy patrzę na południe miasta, mam wrażenie, że tej sytuacji nie da się już uratować. Podobnie myślę o wschodzie Wrocławia. Pewne nadzieje pokładam jeszcze w północy i zachodzie. Pan również?
MACIEJ ZATHEY: Nie pokładam nadziei w tym, że północ czy zachód są zagospodarowane inaczej niż wschód albo południe. Proces rozlewania się miasta trwa. Zresztą nie jest to wyłącznie problem Wrocławia, ale także Gdańska, Poznania czy Warszawy. W zasadzie wszystkie duże miasta w Polsce obrosły bardzo grubym kołnierzem suburbanizacji.
Proces ten obserwujemy od końca lat 90. Najpierw był stopniowy, zatomizowany ruch pojedynczych inwestorów, którzy postanowili poprawić jakość życia i wyprowadzić się do upragnionego domu z ogrodem. Później ruch ten zaczął przyspieszać. Masowo zaczęły rozwijać się osiedla, a następnie osiedla deweloperskie. Dzisiaj mamy do czynienia z dywanową, ale jednocześnie chaotyczną zabudową, która nie jest uporządkowana zgodnie z żadną koncepcją zdrowego, zdecentralizowanego miasta. Powstają chaotycznie rozmieszczone osiedla, których nie sposób skutecznie obsłużyć transportem zbiorowym.
Czy północ i zachód da się jeszcze jakoś ocalić?
Pytanie, czy mówimy o obszarach wewnątrz miasta, czy poza nim.
I tu, i tu.
Wszędzie jest jakaś nadzieja. Nie chciałbym jej odbierać.
Ja na południu jej nie widzę.
Posiadamy pewne instrumenty prawne, choć niedoskonałe. Przy wykorzystaniu obecnych narzędzi, takich jak plan ogólny zagospodarowania przestrzennego, będziemy w stanie w pewnym stopniu powstrzymać niebezpieczny trend budowania byle gdzie i byle jak. Jest to nowy instrument, który ograniczy skalę tego zjawiska.
Trzeba jednak pamiętać, że wydano już wiele decyzji o warunkach zabudowy. W wielu miejscach sprzedano działki, dla których uzyskano możliwość realizacji inwestycji mieszkaniowych. W związku z tym chaos przestrzenny jest już faktem w całym pierścieniu wokół Wrocławia.
Czy najpierw powinniśmy budować infrastrukturę transportową, a dopiero później osiedla? Na przykład na północy?
Tyle że mleko już się rozlało. Na północy mamy Wisznię Małą, zabudowę w kierunku Trzebnicy, mamy również osiedla powstałe w kierunku Obornik Śląskich – i wszystkie one rozwijały się w sposób rozproszony i chaotyczny.
Problemem jest dziś integracja tych obszarów mieszkaniowych za pomocą wspólnego systemu transportowego. Wydaje się, że trzeba analizować sytuację jednocześnie na kilku poziomach: mieszkaniowym, transportowym oraz dostępności usług publicznych, takich jak szkoły, przedszkola czy inne obiekty użyteczności publicznej.
Usługi te nadal koncentrują się głównie we Wrocławiu, dlatego mieszkańcy strefy podmiejskiej codziennie do nich dojeżdżają. Z drugiej strony miejsca pracy coraz częściej znajdują się poza Wrocławiem. To zjawisko suburbanizacji ekonomicznej, która nastąpiła po suburbanizacji mieszkaniowej. Rozwinęło się ono szczególnie po przełomie wieków wraz z powstawaniem dużych obiektów handlowych, a później centrów logistycznych i zakładów produkcyjnych.
Funkcjonowanie tak dużego organizmu, jakim jest obszar funkcjonalny Wrocławia, nie zostanie uzdrowione pojedynczymi planami ogólnymi przygotowywanymi przez poszczególne gminy. Potrzebny jest dokument koordynujący politykę przestrzenną, transportową i świadczenie usług publicznych w całym obszarze funkcjonalnym Wrocławia.
Podbiję jeden z poruszonych wątków, czyli plan ogólny. Wrocław zapowiada jego przygotowanie. Jak powinien on wyglądać z Pana perspektywy? Na jakie akcenty powinien położyć nacisk?
Mamy tutaj pewne ograniczenia. Plan ogólny jest planem strefowym. Definiuje jedynie – w ramach bardzo ograniczonego katalogu przeznaczeń – jakie funkcje mogą być realizowane na poszczególnych terenach.
Jego „ogólność” oznacza po pierwsze, że obejmuje całe terytorium gminy, w tym przypadku całego Wrocławia. Po drugie, określa przeznaczenie terenów jedynie w sposób ogólny: wskazuje funkcję dominującą oraz funkcje uzupełniające.
Nie rozstrzyga natomiast o przebiegu ulic czy tras komunikacyjnych. Nie odpowiada również na wiele kwestii istotnych dla polityki przestrzennej, które są dopiero precyzowane na poziomie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
Ustawodawca, zastępując studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego planami ogólnymi, pozostawił poza tym instrumentem wiele elementów wcześniej zawartych w studiach. Mogą one pojawić się w dokumentach strategicznych gmin w postaci tzw. struktury funkcjonalno-przestrzennej. Problem polega na tym, że zabrakło jasnych wytycznych określających jej zakres.
Dlatego potrzebujemy uzgodnionej wizji dla całej aglomeracji wrocławskiej, a właściwie dla całego obszaru funkcjonalnego Wrocławia, wykraczającego daleko poza granice miasta. Trzeba przeanalizować istniejące powiązania funkcjonalne i zaproponować model struktury funkcjonalno-przestrzennej dla całego obszaru.
Gdyby dziś ktoś z wrocławskiego magistratu lub Urzędu Marszałkowskiego poprosił Pana o wskazanie warunku koniecznego przy tworzeniu takiego dokumentu, co by Pan doradził?
Przede wszystkim diagnozę. Musimy wiedzieć, gdzie występują niespójności i krytyczne punkty rozwoju. Nie możemy też zapominać, że aglomeracja wrocławska jest częścią Dolnego Śląska i powinna pozostawać w ścisłych relacjach z pozostałymi obszarami województwa.
Nie może funkcjonować jako organizm, który jedynie zasysa zasoby z otoczenia. Widzimy dziś wyraźnie proces rozwarstwiania województwa. Kurczą się małe miasta w zachodniej, południowej i północnej części Dolnego Śląska, podczas gdy Wrocław i jego otoczenie stale rosną.
To jest pewien stan chorobowy, który wymaga leczenia poprzez świadome planowanie. Brakuje jednak twardych instrumentów prawnych pozwalających skutecznie regulować te procesy.
Dysponujemy szerokim wachlarzem narzędzi diagnostycznych i planowania nieformalnego, ale nawet najlepsza koncepcja nie gwarantuje wdrożenia.
Potrzebne jest współdziałanie wszystkich samorządów tworzących obszar funkcjonalny Wrocławia. Już pod koniec lat 90. powstała Strategia Integracji Społeczno-Gospodarczej Aglomeracji Wrocławskiej. Nie była doskonała, ale stanowiła próbę wspólnego myślenia o rozwoju aglomeracji. Niestety zabrakło kontynuacji.
Pewną nadzieją były później zintegrowane inwestycje terytorialne, czyli wspólne projekty finansowane ze środków unijnych, ale nie doprowadziły one do stworzenia spójnej wizji rozwoju.
Trzymam kciuki za Grzegorza Romana, wiceprezydenta Wrocławia odpowiedzialnego za urbanistykę i architekturę. Być może właśnie teraz pojawia się szansa na bardziej zintegrowane myślenie o całym obszarze funkcjonalnym.
[fragment dalszej rozmowy zachowany w analogicznej formie redakcyjnej]
Dlaczego ten serial związany z audytem krajobrazowym trwa tak długo?
Wydaje mi się, że wokół audytu narosło bardzo wiele mitów, nieporozumień i nieprawdziwych informacji, które były wielokrotnie powielane – również w materiałach kierowanych do radnych.
Nie odbyła się jeszcze spokojna, merytoryczna rozmowa o tym, czym jest audyt krajobrazowy, jakie są zasady jego tworzenia i jaki był cel uchwalenia ustawy wzmacniającej ochronę krajobrazu.
Audyt krajobrazowy województwa dolnośląskiego formułuje wyłącznie wnioski i rekomendacje. Nie zawiera nakazów ani zakazów. Dokumenty planistyczne muszą uwzględniać jego ustalenia, ale sposób ich wykorzystania pozostaje w gestii autorów planów.
Potrzebujemy otwartej i rzeczowej debaty na temat audytu krajobrazowego, ponieważ wszystkim powinno zależeć na zachowaniu dolnośląskiego krajobrazu dla przyszłych pokoleń.
Ja tę debatę chętnie poprowadzę.
Dziękuję bardzo.
W przypadku publikacji prasowej lub na stronie internetowej warto jeszcze dodatkowo skrócić wypowiedzi (o ok. 20–30%) i podzielić je śródtytułami, co znacząco poprawia czytelność długiego wywiadu.
