NIEOCZYWISTE ATRAKCJE WROCŁAWIA

Naszym gościem Maciej Wlazło, wrocławski przewodnik, twórca kanału BEARD OF BRESLAU.

DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Nie ukrywam, że dzisiaj cię zaprosiłem po to, żeby pokazać turystom, ale też myślę mieszkańcom Wrocławia, wielu Dolnoślązakom takie trochę znane, trochę oczywiste, a jak się okazuje w twardych liczbach nie do końca, atrakcje związane ze stolicą Dolnego Śląska i w ogóle z naszym regionem. Ja sobie wypisałem trzy propozycje. Zacznę od tej chyba najmniej oczywistej, a moim zdaniem absolutnie najciekawszej, ponieważ tam możemy naprawdę dotknąć i zobaczyć historię. To jest Muzeum Archidiecezjalne na wrocławskim Ostrowie Tumskim. Co byś powiedział na taką propozycję?

MACIEJ WLAZŁO: Sezon jest w pełni, już naprawdę turystów możemy spotkać nie tylko w weekendy i nie tylko w tych top trzech miejscach, czyli Panorama Racławicka, Afrykarium, Hydropolis, zresztą liczba turystów jest liczona w milionach. Jest kilka takich propozycji, na które warto zwrócić uwagę, właśnie Muzeum Archidiecezjalne na Ostrowie Tumskim, które też jest takim must have’em, punktem obowiązkowym każdej wycieczki, ale właśnie w cieniu katedry św. Jana Chrzciciela jest to niezwykłe miejsce, jedno z najstarszych kościelnych muzeów w ogóle w Polsce, bo jego początki sięgają 1898 roku, kiedy ówczesny biskup zaczął gromadzić nieruchomości, wyposażenia po skasowanych, zlikwidowanych, sekularyzowanych klasztorach. No i narodziła się idea, żeby zaopiekować się tymi bezcennymi dziełami sztuki, ale równocześnie zaprezentować je widzom, odwiedzającym. Pierwsza taka wystawa została uruchomiona w 1903 roku. I to jest stare, i nowe muzeum, bo ponad dekadę musieliśmy czekać ostatnio, by ponownie zostało otwarte i zapraszało odwiedzających. Trwały prace dostosowujące budynek, chociażby do przepisów przeciwpożarowych, ale także do wymogów już nowego turysty, który nie chce oglądać eksponatów w zakurzonych witrynach, ale chce obcować z tą sztuką, która jest naprawdę dość gruba, mówiąc eufemistycznie i bogata.

Co my tam dokładnie możemy zobaczyć? Czego dotknąć?

Jest kilka sal ułożonych chronologicznie. Zaczynamy od sali poświęconej starożytnościom i taką perełką jest mumia chłopca z okresu ptolemejskiego, ze starożytnego Egiptu licząca ponad dwa tysiące lat. Ona w ogóle trafiła do Wrocławia w 1914, kiedy jeden z biskupów, który tu przyjechał objąć właśnie tron biskupi, przywiózł ze sobą swoją kolekcję, bo był pasjonatem kolekcji starożytności i właśnie mumia tak tutaj trafiła. Mamy też cenne zabytki, rzeźby, fragmenty waz ze starożytnego i Egiptu wspomnianego, Grecji, Rzymu. Później przechodzimy do sali średniowiecznej poświęconej sztuce średniowiecza, która była przebogata na Śląsku. Tak można humorystycznie powiedzieć, że w zasadzie cała ówczesna Sala Starożytności w Muzeum Narodowym w Warszawie powstała dzięki dobrom z Dolnego Śląska. Więc mamy i ołtarze, i mamy rzeźby drewniane bardzo sugestywne, przejmujące. Ja zwiedzałem to muzeum jakieś półtora roku temu i dalej mam przed oczami obraz ukrzyżowanego Chrystusa, ale z włosami ludzkimi. Tak, żeby sugestywnie i bardzo wyraźnie pokazać mękę, ale także uzmysłowić wiernym, przedstawiać właśnie sztukę średniowieczną. Całość jest poświęcona sztuce kościelnej, więc przez poszczególne etapy tych historii przechodzimy. Mamy obrazy Willmanna, nazywanego śląskim Rembrandtem. No i takie perełki jak obraz Lucasa Cranacha Starszego, czyli Madonna pod Jodłami. Jeden w ogóle z najcenniejszych obrazów, jaki jest w Polsce. Niesamowita historia związana jest z nim, z odkryciem kopii, która tutaj przez wiele lat funkcjonowała. Obraz namalowany w 1515 roku i aż do końca XIX wieku był prezentowany w jednej z kaplic w katedrze wrocławskiej. Natomiast ówczesne władze, świadome bezcenności tego zabytku, schowały go, czy zaopiekowały się nim w archiwum, w skarbcu katedralnym. Wybucha II wojna światowa, rok 1943, naziści zabezpieczają bezcenne dobra kultury, obraz jest wywieziony do Henrykowa, później trafia do Kłodzka, by po II wojnie światowej ponownie trafić do Wrocławia. Są potrzebne wymagane prace konserwatorskie, bo obraz uległ pewnym zniszczeniom i jest wykonywana kopia tego obrazu. Jeszcze troszkę się cofnę do roku 1935, ważnego wydarzenia, bo jest przygotowywana wystawa i na potrzeby tej wystawy są wykonywane wielkoformatowe fotografie. Jest wykonana kopia i ciekawym zbiegiem okoliczności, oryginał jest wywieziony z Polski do Niemiec. Tu zostaje kopia, wszyscy myślą, że to jest oryginał tego obrazu. Mamy rok 1961, jest potrzeba wykonania kolejnej konserwacji przez Muzeum Śląskie, dzisiaj Muzeum Narodowe. Pani Daniela Stankiewicz, która ma za zadanie obraz poddać pracom konserwatorskim, zwraca się o fotografie, właśnie te kopie wielkoformatowe i porównuje je ze sobą. Dochodzi do wniosku, ku swojemu zdziwieniu, że ma do czynienia z kopią, natomiast oryginał gdzieś się rozpłynął. Wskazują na to walory artystyczne, które są mniejsze przy tej kopii, też użyta deska, w oryginale była deska lipowa, a tutaj deska zupełnie z innego drzewa.

Trochę jak w Vinci.

Trochę tak. Swoje badania publikuje, wybucha sensacja, angażuje się w to państwo polskie, które chce odzyskać oryginał. Obraz krąży na rynku antykwarycznym i zabiegi trwają od lat 80. W końcu się to udaje i po wielu, wielu zabiegach w 2012 roku dopiero oryginał obrazu trafia tutaj.

Obraz, który ma kilkaset lat.

Kilkaset lat i właśnie ta historia, o której wspominasz, ta kryminalna, czyli poszukiwania. To jest jeden z cennych zabytków. No i drugi, czyli pewnie kojarzymy z języka polskiego z lekcji Księgę Henrykowską. Zapisane pierwsze zdanie w języku polskim. Ta księga też jest przechowywana. Oczywiście oryginał nie jest wystawiany, bo zresztą jest wpisana na światową listę UNESCO.

Ale mamy we Wrocławiu.

Oczywiście. Tak, mamy tutaj we Wrocławiu, możemy się tym pochwalić. No i wiele, wiele innych tych artefaktów.

Drugie miejsce, które sobie wynotowałem, to jest Centrum Historii Zajezdnia. Z jednej strony od lat bardzo animowane. Ono, jako placówka, wychodzi z wieloma inicjatywami, wiele ważnych rocznic przecież w budynku i przed budynkiem. Bardzo ważne wydarzenia z perspektywy Polski i tego, gdzie dziś jesteśmy. Natomiast też wiem z twardych liczb, że to nie jest miejsce, które jest wybierane na jedno z tych, które trzeba odwiedzić. Na pewno nie w sytuacji, w której ktoś na przykład przyjeżdża do Wrocławia na weekend albo nawet na dłużej. Dlaczego tam powinniśmy się pojawić? Dlaczego powinniśmy zobaczyć, co tam się dzieje, twoim zdaniem?

To, że nie jest właśnie tak odwiedzane może wynika z faktu jego lokalizacji. Nie jest umiejscowione w centrum turystycznym, bardziej w takiej części przemysłowej. Czyli przy ulicy Grabiszyńskiej, zresztą w historycznej zajezdni, która kiedyś była zajezdnią tramwajową, autobusową, jeszcze przedwojenną. No i bardzo ważnym świadkiem wydarzeń wrocławskiej i polskiej solidarności.

Władysława Frasyniuka, można wspomnieć.

Jest w ogóle takie ciekawe zdjęcie, gdzie jest i Władysław Frasyniuk, Kornel Morawiecki, Barbara Labuda. Dzisiaj nie do pomyślenia, żeby te osoby stały razem ze sobą, a kiedyś jednak się dało. Ramy czasowe tej wystawy, bo jest wystawa stała, Wrocław 1945-2016. Chociaż te ramy czasowe wykraczają poza ten przyjęty umownie okres. Jeśli byśmy chcieli sami sobie, swoim dzieciom, wnukom opowiedzieć o tej skomplikowanej historii Wrocławia, ale i Polski, czy turystom, naszym znajomym, którzy przyjeżdżają do Wrocławia, to to miejsce warto odwiedzić. Dlaczego? Wchodzimy na wystawę, znajdujemy się na ryneczku jakiegoś anonimowego miasteczka na kresach wschodnich. Dobiegają nas dźwięki przepływającego strumyka, jest sielsko, anielsko, Polska okresu międzywojennego, czyli mamy takie wprowadzenie do tego, co zaraz nastąpi, czyli do wybuchu II wojny światowej i jego konsekwencjach, w tym konsekwencjach dla Wrocławia. Przechodzimy przez poszczególne elementy. Otaczają nas też odgłosy, możemy eksponaty dotykać, poznawać tę historię, więc ona jest żywa i trafiamy na bocznicę kolejową, przechodzimy przez wagon towarowy, którym tutaj przyjeżdżali pierwsi osadnicy do Wrocławia i na Dolny Śląsk.

Tu z kolei klimat Samych Swoich.

Tak właśnie, ten klimat Samych Swoich. Wysiadamy na stacji Wrocław, które ma jeszcze tego niemieckiego ducha i powoli się zaczynamy z tym miastem oswajać, z jego przedwojenną historią i z tym, jak sobie radziło to miasto z wymazywaniem tej historii i poszukiwaniem na nowo. Przez całe okresy lat 50.,60., 70. Niektórzy się mogą poczuć właśnie tak sentymentalnie, bo jest dużo zgromadzonych przedmiotów z dzieciństwa naszych rodziców, ale my też z racji metryki pewne elementy pamiętamy, takiego życia codziennego. Możemy wybrać trzy historie do poznania, czyli rodzące się wrocławskiej informatyki, bądź sportu wrocławskiego, chociażby spróbować swoich sił na rowerze, którym jeździł Ryszard Szurkowski. Historia wrocławskiego sportu. Wejść do sklepu mięsnego, oczywiście z pustymi półkami i poznać historię też ludzi wrocławskiej kultury, filmu, sportu, tego właśnie nowego Wrocławia, który powoli zapuszczał korzenie i który był takim ważnym punktem i jest ważnym punktem na mapie, śledząc właśnie biografię ludzi różnych. Muzeum się składa z dwóch tak naprawdę części, bo pierwsza część to jest to śledzenie dekad Wrocławia z perspektywy zwykłego człowieka też, a druga część to jest ta część poświęcona wrocławskiej Solidarności, tego, jak ten ruch oporu się rodził i też, jaki był specyficzny i ważny na mapie tego ruchu antykomunistycznego.

Co robi absolutnie największe wrażenie?

Jest dużo tych plakatów, jeśli ktoś się interesuje kulturą i może spojrzeć na to, jak Wrocław był bogaty pod względem właśnie filmowym, teatralnym, operowym, kulturalnym, szeroko pojętym. Ciekawa jest perspektywa wejścia do takiego mieszkania studenta, gdzie są eksponaty zgromadzone różne. Notabene też można przynosić swoje jakieś cenne dzieła. Jest słynny Czerwony Maluch, w którym to wywieziono 80 milionów, zresztą niektórzy może film też będą kojarzyć, bo akcja też bardzo zapierająca dech w piersiach. Jest też wrocławska bitwa, czyli też czasy Solidarności, takie przejmujące obrazy i wydarzenia i eksponaty, jak walczono po prostu o tę wolność.

No i trzecie miejsce, Muzeum Pana Tadeusza. To jest z kolei miejsce w ścisłym centrum miasta. Zawiera bezcenne eksponaty, szczególnie jeden, ale też mam wrażenie, poczucie i twarde dane, z których wynika, że prawie wszyscy, nie mówię, że wszyscy, powinni to miejsce chociaż raz odwiedzić, ale z jakichś powodów tak się nie dzieje.

Bo jak słyszymy Pan Tadeusz, to mamy albo dobre, albo złe obrazki ze szkoły – epopeja narodowa. Faktycznie jest tam przechowywany oryginał Pana Tadeusza, ale to jest pretekst do snucia opowieści o historii Polski, o polskiej literaturze, o skupieniu się na tej epopei narodowej, przedstawienia postaci, tej atmosfery, jaka wtedy była, no i losów Polaków. Zresztą osnute i taka jest główna narracja w tym muzeum, czyli o odzyskiwaniu wolności, o polskiej kulturze. Lokalizacja jest fantastyczna, bo wrocławski rynek Kamienica pod Złotym Słońcem, zaadaptowana właśnie pod te najnowocześniejsze wymagania co do przedstawienia eksponatów muzealnych, więc poruszamy się wśród eksponatów, starodruków, ale też przedmiotów codziennego użytku. Mamy fajkę Adama Mickiewicza, czyli życie codzienne Polski wieku XIX-XX wieku. Jest druga stała wystawa poświęcona dwóm gigantom polskiej historii, czyli Janowi Nowakowi Jeziorańskiemu i Władysławowi Bartoszewskiemu, którzy są takim pomostem pomiędzy polską międzywojenną i wojenną, i znowu tą walką o wolność. Trzecia stała wystawa, czyli też taka nić pomiędzy romantyzmem a poezją współczesną, czyli Tadeusz Różewicz i też liczne eksponaty jemu poświęcone. Muzeum też jest bardzo interesujące do poznania polskiej kultury, literatury przez nas samych, ale też przez gości odwiedzających i jednocześnie bardzo dużo wydarzeń towarzyszących – są pokazy filmów, warsztaty dla dzieci, chociażby z pozyskiwania papieru i w ogóle związane z literaturą, więc takim miejscem jest żywym, bardzo nowoczesnym, ale też takim nutką trochę sentymentalizmu. Niesamowite wrażenie robi, zwłaszcza jak się wchodzi do tej kamienicy, która jest przepiękna i porusza się po tych kilkudziesięciu salach też odpowiednio przygotowanych.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *