Gościem DEWURADIA był Wojciech Gęstwa, prezes zarządu Dolnośląskiego Parku Innowacji i Nauki, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Sportu Polana Jakuszycka, a w przeszłości dyrektor Wrocław Maratonu.
GREGOR NIEGOWSKI: Rozmawiamy na kilka dni przed Nocnym Półmaratonem. To również impreza, którą przygotowywał pan przez wiele lat. Teraz wygląda ona inaczej, ma inną trasę. Zaczynaliśmy od kilku tysięcy biegaczy, potem było ich kilkanaście tysięcy, a dziś już kilkadziesiąt tysięcy. Cieszy się pan, że bieganie tak się rozwinęło we Wrocławiu?
WOJCIECH GĘSTWA: Sam jestem biegaczem, więc bardzo się cieszę, że Wrocław kocha bieganie w każdej postaci. Wrocławski półmaraton, ten nocny, ma wyjątkowy charakter. Według mnie bardzo ważne jest właśnie to określenie „nocny”, które od samego początku było magnesem przyciągającym ludzi z całego świata do Wrocławia.
Kiedy rozpoczynaliśmy tę przygodę 12 lat temu, na starcie pierwszej edycji stanęło trzy tysiące zawodników. W 2019 roku, tuż przed pandemią, kiedy organizowałem swój ostatni półmaraton jako dyrektor imprezy, było ich już 12 tysięcy. W ubiegłym roku również wystartowało 12 tysięcy osób, natomiast w tym roku przygotowano ponad 25 tysięcy pakietów startowych.
Mogę się tylko cieszyć, że tak liczna grupa biegaczy przyjeżdża do Wrocławia, aby pobiegać. Trzymam też kciuki, żeby organizacyjnie wszystko się udało, bo będzie to przedsięwzięcie kosmicznie duże.
Tęskni pan za organizacją biegów?
Oczywiście, że tak. Zanim zostałem dyrektorem maratonu i półmaratonu, byłem po prostu biegaczem. Zwiedzałem największe maratony i półmaratony na świecie, przebiegłem maratony na czterech kontynentach, więc mam możliwość porównywania różnych imprez.
Tak, tęsknię za tym. Tęsknię za chwilą, gdy można stanąć na linii startu i z łezką w oku obserwować, jak tysiące szczęśliwych ludzi opuszczają Stadion Olimpijski. Później zawsze czekałem na ostatniego zawodnika, wręczając mu osobiście medal. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale także nagroda za pracę całego zespołu, którym kierowałem. Robiliśmy naprawdę świetne imprezy i bardzo mi tego brakuje.
To pewnie ogromne przedsięwzięcie, którego uczestnicy często nie dostrzegają. Myślimy o takich wydarzeniach tylko przez pryzmat dnia zawodów – zamkniętych ulic czy późniejszego sprzątania. Jak długo trwają przygotowania do organizacji takiej imprezy? Kilka miesięcy czy cały rok?
Jeżeli mówimy o tak dużych imprezach jak półmaraton czy maraton we Wrocławiu, to bez względu na to, czy organizuje je podmiot publiczny, czy prywatny, o takich wydarzeniach trzeba myśleć przez cały rok.
Praktycznie w momencie zakończenia jednej edycji rozpoczynają się przygotowania do kolejnej. Najważniejsza jest odpowiednia data, ponieważ tego typu wydarzenia angażują przestrzeń całego miasta. Następnie przychodzi czas na uzgodnienia dotyczące trasy. Trasy powinny się zmieniać, aby przyciągać nie tylko nowych uczestników, ale także tych, którzy już wcześniej startowali i chcieliby przeżyć coś nowego.
Dopiero później rozpoczynają się przygotowania bezpośrednio związane z organizacją zawodów – spotkania z policją, służbami zabezpieczającymi, inżynierią miejską oraz dialog z samymi biegaczami na temat tego, czego oczekują od wydarzenia.
Przy imprezach liczących powyżej pięciu tysięcy uczestników przygotowania trwają praktycznie cały rok.
Żałuje pan, że Wrocław nie ma dziś maratonu? Czy w środowisku biegaczy jest potrzeba powrotu tej imprezy?
Oczywiście, że jest mi żal. Tym bardziej, że maraton wrocławski był jednym z trzech najstarszych maratonów w Polsce. Obok Dębna i Warszawy to właśnie Wrocław należał do najważniejszych miejsc na mapie polskiego biegania.
Wrocławski maraton, wcześniej znany jako Maraton Ślężan, był niezwykle ważnym wydarzeniem. Jego twórcą był Marek Danielak – człowiek, który do dziś może pochwalić się największą liczbą zorganizowanych maratonów na świecie.
Naprawdę przykro mi, że ta tradycja nie jest kontynuowana. Tym bardziej że półmaraton wrocławski cieszy się świetną opinią i naturalnie mógłby być etapem przygotowań do startu w maratonie organizowanym jesienią.
Maraton jest na całym świecie uznawany za najważniejszy bieg w klasycznej formule. Dla wielu zawodników ukończenie królewskiego dystansu – 42 kilometrów i 195 metrów – stanowi najważniejsze sportowe osiągnięcie.
Tęsknię za maratonem bardzo, ale nie tylko ja. Kilka razy w miesiącu otrzymuję wiadomości od osób pytających, czy maraton wróci do Wrocławia.
Mam wrażenie, że to już ostatni moment na jego reaktywację. Nowe pokolenie biegaczy – a takie pojawia się średnio co pięć lat – zaczyna już nie pamiętać tej imprezy. Tymczasem Wrocław przez lata był jednym z najważniejszych punktów na maratońskiej mapie Polski i Europy.
Pojawiały się pomysły, aby maraton częściowo wyprowadzić poza Wrocław i wrócić do historycznej trasy. Czy taki scenariusz jest nadal możliwy?
W 2019 roku rozmawiałem z prezydentem Jackiem Sutrykiem o przyszłości biegania we Wrocławiu. Wspólnie zastanawialiśmy się nad rozwojem półmaratonu, ale także nad przyszłością maratonu.
Przygotowałem wtedy projekt trasy nawiązującej do historycznych początków maratonu. Chodziło o powrót do koncepcji, w której bieg rozpoczynałby się w Sobótce, podobnie jak podczas pierwszych edycji Maratonu Ślężan, a kończył we Wrocławiu.
Projekt takiej trasy istnieje do dziś – zarówno w moich notatkach, jak i w komputerze. Mamy nawet kilka wariantów.
Czy taki projekt można jeszcze odnaleźć?
Myślę, że w urzędowych szufladach już niekoniecznie, ale u mnie jest zawsze dostępny. Chętnie go udostępnię i zaangażuję się w jego realizację. Tak samo osoby, które współtworzyły ze mną organizację wrocławskich maratonów w latach 2014–2019.
Jeżeli pojawi się wola miasta, jesteśmy gotowi wrócić do rozmów. Uważam, że taki projekt jest jak najbardziej możliwy do zrealizowania.
Coraz więcej osób przekonuje się również do pomysłu powrotu do korzeni. Sobótka jest miejscem niezwykle związanym z bieganiem. Co roku właśnie tam rozpoczyna się sezon biegowy na Dolnym Śląsku podczas Półmaratonu Ślężańskiego.
Rozmawiałem zarówno z ustępującym burmistrzem Sobótki, jak i z osobami, które obecnie obejmują tam władzę. Wszyscy deklarowali, że Sobótka bardzo chętnie zostałaby miejscem startu maratonu.
Pamiętam również polemikę na łamach „Gazety Wyborczej”, gdy krytykowano pomysł wyprowadzenia maratonu poza granice miasta. Tymczasem wiele światowych maratonów rozpoczyna się poza głównymi centrami miast lub łączy kilka miejscowości.
Taka formuła pozwoliłaby pokazać piękno regionu, zaangażować mieszkańców Sobótki i gminy Kąty Wrocławskie, a jednocześnie ograniczyć utrudnienia dla mieszkańców Wrocławia.
Moim zdaniem byłby to wspaniały bieg z ogromną liczbą kibiców na trasie. Połączyłby promocję zdrowego stylu życia, rozwój sportu i promocję samego Wrocławia.
Na całym świecie nawet miasta o bardzo rozbudowanej infrastrukturze drogowej zabiegają o organizację maratonów. To nie tylko świetna promocja, ale także realne korzyści ekonomiczne dla lokalnej gospodarki.
