Gościem DEWURADIO był Jakub Nowotarski, prezes Akcji Miasto, miejski radny.
DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Dobrym punktem wyjścia do naszego spotkania będzie to, że od kilku tygodni wrocławski Plac Solny jest zamykany dla ruchu kołowego dla samochodów w weekendy i w nocy. Czy pana zdaniem to jest dobry kierunek? To jest dobra inicjatywa?
JAKUB NOWOTARSKI: Zdecydowanie. Widzimy po latach, jak świetnie funkcjonują przestrzenie Świdnickiej, Oławskiej, Kuźniczej, więc chciałbym więcej. Chciałbym znacznie więcej, bo wydaje mi się, że okolice rynku to jest doskonała przestrzeń do tego właśnie, żeby otwierać ją na ruch pieszy, żeby zrobić z tego dobrej jakości przestrzeń publiczną, tak jak te ulice, które wymieniałem. Mamy też przykład ulicy Szewskiej, która jest takim trochę dziwnym rozwiązaniem pośrodku, że niby stoją znaki zakazu, zakaz ruchu, w zasadzie ruchu pieszego nie ma. To nie jest przyjazna ulica, jest dużo nielegalnego parkowania, kierowcy ten zakaz łamią. Zdarzało się, że nawet politycy tam wjeżdżali i parkowali, więc mamy też przykład rozwiązania, które zdecydowanie się nie sprawdziło. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski. W 2011 roku magistrat miał plany, żeby otwierać dla pieszych Ruską, Mikołaja, Odrzańską. Myślę, że to dobry moment, żeby wrócić do tych planów.
Czy pana zdaniem na przykład ulica Kazimierza Wielkiego, o której też się mówi od bardzo dawna, powinna się stać deptakiem? To powinien być tak duży odcinek patrząc od ulicy Grodzkiej, aż właśnie do Kazimierza Wielkiego, który jeśli dałoby się to zrobić, powinien być zamknięty dla samochodów.
Przede wszystkim ulica Kazimierza Wielkiego to jest relikt PRL-u. Są w sieci zdjęcia z tymi dumnymi komunistycznymi hasłami w trakcie jej otwierania, że to był właśnie wielki wysiłek robotniczy i teraz oto komunistyczne państwo osiąga wielki sukces. Dzisiaj niestety widać, że to jest wielka rana na organizmie miasta w centrum, jest to ogromna bariera. Czas wymyślić tę przestrzeń na nowo. Ja przyznam szczerze, że nie mam zdania co jest lepsze, czy zazielenienie, pozostawienie tramwaju i zazielenienie, czy próba dogęszczenia zabudowy zgodnie z tym, jak to wyglądało historycznie, bo oba warianty są dla mnie niezwykle atrakcyjne i umiem sobie wyobrazić jedno i drugie miasto, które znakomicie funkcjonuje. Dzisiaj to jest martwa przestrzeń, czysto tranzytowa, ale skoro dużo ruchu już wyjechało poza centrum, skoro można ruch dalej usprawniać np. przez to, że przyspieszymy tramwaje albo powstanie w mieście kolej miejska, myślę, że krok po kroku okaże się, że w ogóle Kazimierza Wielkiego, temu miastu w tej postaci czysto samochodowej jest kompletnie niepotrzebny.
Warszawa coraz śmielej wdraża takie rozwiązanie, już nie mówię o tym co się dzieje w krajach na zachód od Wrocławia. Jak to jest z tym parkowaniem? Już nawet zdążyłem zmienić dwukrotnie redakcję, a ciągle na ten temat z panem rozmawiam. Wrocław podobno jest mistrzem, jeśli chodzi o patoparkowanie. Też tak pan to wszystko ocenia? Jak pogodzić tutaj interesy różnych grup?
Przede wszystkim to jak wygląda rzeczywistość wynika z pewnych decyzji władz miasta, bo to właśnie, jak pan redaktor powiedział, to nie jest tak, że w każdym mieście jest tak samo, w jednym mieście będzie bardziej aktywna Straż Miejska, w drugim mieście będzie mniej aktywna, jak jest mniej aktywna to oczywiście tego patoparkowania jest więcej. Wrocławska Straż Miejska w zeszłym roku średnio dziennie zakładała półtorej blokady na nielegalne zaparkowane auta.
To ktoś mógłby powiedzieć, że albo tak dobrze parkujemy, że nie mają pracy, albo po prostu Straż Miejska za mało tych blokad zakłada.
Wszyscy parkują doskonale, w ogóle nie ma w tym mieście nielegalnego parkowania, dlatego Straż Miejska tylko półtorej blokady dziennie zakłada. Natomiast myślę, że to właśnie wynika z jakiegoś takiego szerszego podejścia. Druga rzecz jest taka, że nawet jak tej blokady nie ma, jak po prostu strażnicy wystawiają mandat, to przy ich interwencji każdy, kto nielegalnie zaparkował, o ile ta interwencja się wydarzy w ogóle, bo to też do tego musi dojść, to też jest najpierw rzucamy kostką i muszą trzy jedynki z rzędu wypaść, żeby w ogóle przyjechała Straż Miejska, ale potem jest jeszcze jedna szansa, ostatnia, trzydzieści trzy procent szans na pouczenie. To są statystyki Straży Miejskiej Wrocławia, tak to wyglądało w zeszłym roku. Ale w innych kategoriach, tam, gdzie interweniowała, na przykład przy nielegalnych szyldach w Starym Mieście, bo tam mamy park kulturowy, tam są mocne restrykcje na to, szansa na pouczenie była dużo niższa, kilkuprocentowa, więc jest jakaś dysproporcja. Pobłażliwi strażnicy są tylko w sprawie parkowania. Wracając do pana pytania, jak to wygląda z perspektywy mieszkańca, no oczywiście, jeśli mamy podejście takie, też wyćwiczone tym, że brakuje działań prewencyjnych i po prostu patoparkowanie jest powszechne. Jeśli ktoś ma oczekiwanie, że będzie musiał, że będzie chciał zaparkować pod samymi drzwiami miejsca, do którego dojeżdża, no to oczywiście to jest problem.
To ja.
To to jest problem. Natomiast jeśli chce pan redaktor dojechać w okolice rynku, to najtańsze parkowanie w okolicy to jest pod Narodowym Forum Muzyki. Tam trzeba być podatnikiem we Wrocławiu, trzeba mieć jakąś aplikację, ale ogólnie jest taniej i ten parking nigdy nie był zapełniony, więc nie ma w centrum miasta problemu z parkowaniem.
Czyli ma rację miasto, mówiąc o tym, że nie ma problemu z parkowaniem w centrum.
W centrum miasta są wielopoziomowe parkingi, gdzie zawsze jest gwarancja zaparkowania i w dodatku jest to tańsze i szybsze niż szukanie miejsca na ulicy. Nie trzeba krążyć w kółko, szczególnie po tych wąskich ulicach wokół centrum.
To też ja.
Może lepiej wybrać następnym razem spacer i mieć święty spokój. Być może w ogóle tak jest szybciej, że właśnie przez to, że nie trzeba krążyć i szukać nie wiadomo ile, przejść się owszem 200-500 metrów. Natomiast sytuacja wygląda inaczej na wielu osiedlach Wrocławia i mieszkańcy upominają się o wprowadzenie płatnego parkowania, bo zrozumieli, że bardzo trudno jest znaleźć wolne miejsca do zaparkowania. Ja sam się z tym zmagam, bardzo rzadko jeżdżę po mieście samochodem, ale mi się zdarza, czasem jeżdżę na działkę samochodem i zdarza się też, że jeśli wracam, to w okolicy domu brakuje wolnych miejsc parkingowych. Właśnie teraz z ZDiUM wymalowuję miejsca parkingowe, maluję białą farbą prostokąty w okolicy mojego miejsca zamieszkania i bardzo się na to cieszę. Nie mogę się doczekać, aż staną parkomaty, bo ja jako mieszkaniec będę płacił 100 złotych abonamentu z hakiem rocznie, będę sobie mógł zaparkować wszędzie w okolicy. Natomiast wszyscy pozostali, którzy przyjeżdżają na chwilę, przyjeżdżają do pracy, nie są mieszkańcami tego obszaru, no oni będą płacili za godzinę. Jest to też zachęta do tego, żeby skorzystali z transportu publicznego. Mieszkańcy ten kierunek popierają, domagają się od urzędu szybszego wprowadzenia płatnego parkowania. To dotychczas szło we Wrocławiu bardzo powoli i skutkiem tego jest to, że jako miasto płatnego parkowania mamy bardzo niskie dochody. Mamy dochody rzędu 30-40 milionów złotych.
Widziałem ostatnio taką tabelę, że Wrocław, intuicyjnie powiedziałbym, że powinien otwierać to zestawienie, a wcale tak nie jest.
No właśnie, a Kraków ma 100 milionów złotych więcej i zgodnie z tą obietnicą, którą urzędnicy zostawili mieszkańcom, gdy były konsultacje społeczne kilka lat temu w sprawie właśnie rozszerzenia strefy płatnego parkowania, każda złotówka z parkowania na osiedlach ma iść na drobne remonty infrastruktury. Czyli dzięki temu, że ja na swoim osiedlu Powstańców Śląskich teraz będę miał płatne parkowanie, to też jest dla mnie informacja, że wkrótce pojawi się, mam nadzieję, więcej remontów chodników właśnie z tych pieniędzy, które z parkowania płyną. Tak jak mówię, różnica między Wrocławiem a Krakowem to prawie 100 milionów złotych. Moglibyśmy mieć wszystkie chodniki w Śródmieściu wyremontowane w ciągu kilku lat.
Ale jednocześnie jest też tak, że lubimy jeździć samochodami. Mamy ich coraz więcej, coraz więcej samochodów jest w ogóle też w samym Wrocławiu i coraz więcej samochodów do samego Wrocławia wjeżdża. Czy sądzi pan, że my doczekamy zmiany trendów?
No to jest właśnie niestety bolączka całego naszego kraju, bo wszystkie metropolie z tego powodu cierpią. To wielowątkowy problem, ale to znów…
Będziemy na tej antenie z panem wracać, to mogę już zagwarantować.
Znów w centrum problemu postawię polityków, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i centralnym. Pierwsza rzecz na centralnym obiecana ustawa metropolitalna. Potrzebujemy metropolii wrocławskiej po to, żeby dało się łatwiej zarządzać planowaniem przestrzennym, zarządzać transportem publicznym właśnie w całej aglomeracji, bo dzisiaj jest z tym problem. Nie mamy na przykład biletu aglomeracyjnego, więc ciężko jest dojechać z jednej gminy do drugiej.
Pamięta pan, że macie całą batalię w sprawie wspólnego biletu.
Oczywiście, lata powtarzania, że to jest najważniejsza rzecz, ale potem w kampanii wyborczej wszyscy to obiecali, niezależnie od barw politycznych i zaraz po wyborach udało się to zrobić, więc właśnie już jest taki czas, że jesteśmy prawie na półmetku kadencji samorządowej, więc wkrótce trzeba będzie te główne tematy nagłaśniać już z myślą o tym, że wszystkie komitety to wezmą i właśnie będą obiecywać. W takim cyklu pięcioletnim żyjemy. Natomiast mamy też problem we Wrocławiu z planowaniem przestrzennym i z cenami mieszkań. Ludzie w młodym wieku, którzy decydują się na założenie rodziny, stają przed wyborem, jak żyć i gdzie żyć, i w wielu przypadkach właśnie ten rynek mieszkaniowy sprawia, że w zasadzie jedynym ich sensownym wyborem jest wyprowadzenie się poza granice miasta. Tam panuje w pewnym sensie niekontrolowana i chaotyczna zabudowa. Gminy podwrocławskie myślą pewnie, że dobrze jest ściągać podatników, żeby mieć więcej pieniędzy. Potem są budowane osiedla w polu kukurydzy bez uprzedniego stworzenia infrastruktury. W dobrze rozwiniętych, dobrze zarządzanych miastach na zachodzie, to wszystko działa inaczej. Najpierw pojawia się infrastruktura. Są przypadki w ogóle, że były budowane linie tramwajowe właśnie do pola kukurydzy, gdzie potem wydawano fundamenty i ci ludzie, którzy kupili te mieszkanie, mogli sobie tym tramwajem w weekend pojechać i on w ogóle w weekend jeździł częściej niż w dni robocze. Właśnie po to, żeby ludzi od samego początku przyzwyczaić do tego, do jakichś zachowań transportowych. U nas niestety jest dokładnie odwrotnie. Transportu publicznego w takich miejscach w zasadzie nie ma. Może jest gdzieś linia autobusowa, ale to nie jest atrakcyjne rozwiązanie. Ludzie są skazani na samochód, właśnie w konsekwencji tych wielu różnych rodzajów decyzji politycznych, a potem te samochody wjeżdżają do miasta. Dodatkowo nie mamy wciąż realnie kolei aglomeracyjnej dookoła Wrocławia. To powinien być system taki, jak znamy z miast niemieckich. S-Bahn, który wyjeżdża poza granice miasta, jest do tego, jak najbardziej potencjał. No ale tutaj znowu z jednej strony potrzebna jest współpraca, tutaj również marszałka województwa, który moim zdaniem, jeśli chodzi o kolej, Wrocławia jednak nie traktuje priorytetowo, ale jednocześnie są pieniądze potrzebne z centrali na rozbudowę wrocławskiego węzła kolejowego. Tutaj jakieś obietnice padły, ale tych pieniędzy zapisanych na twardo w ministerialnych tabelkach wciąż nie ma, a w dodatku pojawiają się sygnały, że ministerstwo finansów chce ministerstwu infrastruktury zabrać 30 miliardów na kolej. Więc tak naprawdę można się oburzać, będąc mieszkańcem, mieszkanką Wrocławia, że z czym do ludzi. Były obietnice, a gdzie jest realizacja, naprawdę najwyższy czas, żeby coś tutaj diametralnie zmienić.
I czas na jakąś puentę, nawet nie jakąś tylko konkretną. Temat jest bardzo szeroki, więc zapowiadam raz jeszcze, że na pewno pan prezes Akcji Miasto, pan radny będzie tutaj naszym stałym gościem i komentatorem. Natomiast czy to jest taki obszar, który powinien być właściwie na agendzie za dwa, trzy lata przed wyborami?
Ja myślę, że on powinien być na agendzie cały czas, bo to jest coś, co mieszkańcom doskwiera. Zarówno tym, którzy potrzebują zaparkować, tym, którzy mieszkają pod Wrocławiem i chcą do Wrocławia się dostać do pracy, czy zawieźć dziecko do szkoły i tym, którzy mieszkają tutaj i na przykład szukają miejsca parkingowego na Śródmieściu. Ale wspólnym mianownikiem tego wszystkiego jest brak jakiejkolwiek wizji transportowej. Dzisiejsza wizja to jest status quo, utrzymywanie niefunkcjonalnego, zepsutego systemu, więc siłą rzeczy jest tak, że tak naprawdę wszyscy cierpimy. Był taki kiedyś post na Facebooku Przemysława Gałeckiego, który wówczas był rzecznikiem prezydenta Sutryka. On się chwalił tym, że wszyscy są we Wrocławiu równo niezadowoleni z transportu, niezależnie od tego, jak się przemieszczają. Piesi, rowerzyści, pasażerowie transportu publicznego i kierowcy, i jego konkluzja z tego była taka, że robimy wszystko doskonale.
