Gościem DEWURADIA był Paweł Gancarz, marszałek województwa dolnośląskiego.
DARIUSZ WIECZORKOWSKI: Panie marszałku, jaki krajobraz po absolutorium, po tej sesji?
PAWEŁ GANCARZ: Tak jak i przed.
Tak?
Pracujemy tak samo intensywnie. Nie odpuszczamy nawet najmniejszego tematu, a wręcz jeszcze większa mobilizacja do aktywności.
Co te tygodnie minione tygodnie panu pokazały?
Że na horyzoncie są wybory parlamentarne. Przed tymi wyborami jest potrzebna mobilizacja partii koalicyjnych, które dzisiaj tworzą rząd, Koalicji 15 października, partii demokratycznych. Czas jest taki, że potrzeba jest jeszcze większego wysiłku, pomimo tego, że on w ostatnich latach był niemały. Powiedziałbym, że też tytaniczny. Ale jeżeli chcemy te wybory wygrać, to musimy pracować jeszcze więcej i nie zajmować się personaliami, detalami bym powiedział, personalnymi, tylko realizować założony plan, tak jak to robimy do tej pory.
Dolny Śląsk przez chwilę mógł paść ofiarą jakichś takich już politycznych targów, trochę wstępu do kampanii przyszłorocznej?
Myślę, że finalnie dzisiaj jest dobra sytuacja w kontekście takim, że jest stabilnie. Jak jest stabilnie, to jest dobra podstawa do tego, żeby wspólnie pracować i wygrać te wybory. Taki jest cel mój przynajmniej. Mam nadzieję i wierzę w to, że koalicjantów również. Też do tego przekonuję i w sposób racjonalny na argumenty staram się to tłumaczyć.
A zobaczył pan dzięki tej sytuacji, a może przez tę sytuację, na kogo pan absolutnie może liczyć, a na kim się pan zawiódł?
Myślę, że zawsze takie momenty przesilenia, to jest czas, kiedy maski spadają i pewnie jakieś nowe doświadczenia, potwierdzenie wiedzy, którą posiadałem, się pojawiło.
Czy tym samym temat trzeciego członka zarządu dla Koalicji Obywatelskiej jest zamknięty z pana perspektywy? Bo mam wrażenie, że on był od początku zamknięty, natomiast inni próbowali jednak targów.
Myślę, że to nie jest tylko z mojej perspektywy, ale z perspektywy naszej stolicy również, a przede wszystkim z tej perspektywy, bo to jest taki sygnał płynący, który ja oczywiście artykułowałem w miarę swoich możliwości, może byłem za mało przekonujący albo nie do końca mi ufano, chociaż nie wiem dlaczego. Mówiłem, jak ten stan rzeczy wygląda i jakie są oczekiwania. Ja myślę, że dzisiaj Kraków jest tego najlepszym dowodem, że tak się kończy mieszanie w kotle w nieodpowiednim momencie i w nieodpowiednim czasie. Także Kraków myślę, że jest takim dowodem i pokazuje w sposób taki bezpośredni i fizyczny, że brak zgody, współpracy, porozumienia i takiego wyczucia politycznego kończy się tragicznie, wręcz bym powiedział. Także cieszę się, że na poziomie samorządu województwa na Dolnym Śląsku do takiej sytuacji nie doszło i nie doszło do takiej, powiedziałbym erozji przed wyborami parlamentarnymi. To myślę, że byłoby zgubne. My dzisiaj potrzebujemy właśnie wręcz w drugą stronę, potrzebujemy pokazać Dolnoślązakom, którzy liczę, że na partie tworzące dzisiejszy rząd, a przynajmniej te dwie, trzy najmocniejsze postawią w najbliższych wyborach parlamentarnych i taki jest cel. Nieco ponad rok został, to jest bardzo mało czasu w perspektywie politycznej. Nie wiadomo kiedy dwa lata zleciały, bo niedawno mieliśmy 21 maja jubileusz 2-lecia tego zarządu. Ja powiem szczerze, dla mnie to minęło jak jeden dzień.
To były trudne dwa lata czy nie? Czego się pan o sobie i o Dolnym Śląsku dowiedział, mimo doświadczenia tutaj w regionie długoletniego?
Nie były trudne, powiem szczerze. Mało rzeczy było, które mogły mnie zaskoczyć. Na pewno okupione dużą ilością godzin pracy i to nie mówię tylko o sobie, ale mówię o pozostałych członkach zarządu. Najmłodszy zarząd, ale myślę najaktywniejszy też, bo obserwuję, mam obraz z innych województw, wiem, jak to wygląda i tutaj nie przechwalając ani siebie, ani koleżanki i kolegów. Też współpracownicy, bo to nie tylko oczywiście zarząd, ale też współpracownicy, którzy tworzą pewien zespół, który uległ też oczywiście pewnej modyfikacji, ale tu wszyscy wiedzieli przez te dwa lata, co mają robić, jak pracować. Myślę, że na pewno tempo też się zmieniło.
A o sobie czegoś się pan dowiedział po tych dwóch latach czy nie?
Ja o sobie?
Wie pan, to różnie bywa. Różnie ludzie reagują.
Nie, chyba nic nowego. Też się nie dowiedziałem. Słyszę często z mównicy sejmikowej, to głównie od opozycji, że za często się uśmiecham. Dużo takich uwag ad personam, gdzie według mnie nie na miejscu, bo zawsze naprawdę tak jak i przed tym, jak został wybrany zarząd, ja zawsze naprawdę z bardzo dużym szacunkiem podchodzę do każdego. Jak się uśmiecham, to nie dlatego, że z kogoś drwię, ale poziom fantazji jest tak duży, że ciężko coś innego zrobić. Każdy, kto mnie zna, to wie, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach pozytywnie staram się podchodzić do sprawy. To z tego wynika. Także tutaj nic nowego. Nic się takiego nie zmieniło, nic nowego się nie wydarzyło.
Czy ten podział w Prawie i Sprawiedliwości, który obserwujemy na Dolnym Śląsku, a nie tylko na Dolnym Śląsku, może być jakimś wyzwaniem, problemem właśnie dla tego, co się dzieje w sejmiku? Czy tu pan nie widzi zagrożeń?
Ja nie koncentruję się, żeby była jasność, na tym, co się dzieje w opozycji. Też jak nastąpił ten podział, to też różnych sygnałów otrzymałem, nawet nie tylko z Dolnego Śląska, ale gdzieś tam z różnych części Polski, takich, które sugerowały, żeby podjąć jakieś rozmowy czy podjąć jakieś działanie. Myślę, że nie myliłem się, bo nawet te ruchy nie były wykonywane. Ja mam ocenę sytuacji taką, że czy ta jedna, czy druga grupa mentalnie jest w określonym miejscu i tutaj uznałem, że nawet proponowanie czegokolwiek niczego nie zmieni, jest bez sensu i nie na miejscu, powiedziałbym. Tak to oceniałem i myślę, że to się potwierdziło po tych, nie wiem, ile to już tam ten podział trwa, rok czy kilkanaście miesięcy.
Ja się koncentruję na tym, żeby ta grupa, która dzisiaj tworzy większość, wiosłowała mówiąc wprost, bo też kiedyś mieliśmy taką metaforę łódki w jednym kierunku, a nie kolebała tą łódką. Jest różnie, jak widzimy, bo tutaj są różne zainteresowania, jeżeli chodzi o realizację zadań samorządu województwa.
No też pewnie są różne ambicje, tu będę bardzo delikatny.
Też na pewno. Myślę, że w założeniu większość trzyma się dobrze i tak pozostanie.
Pamiętam wiele miesięcy temu, jeszcze na antenie telewizji Echo24 mówiłem panu o takim możliwym, w moim przekonaniu, scenariuszu, w którym PSL i Bezpartyjni Samorządowcy zdecydują się na współpracę. Minęło trochę czasu i faktycznie taki projekt został ogłoszony w kontekście przyszłorocznych wyborów, że o to razem pewnie pójdziecie do wyborów parlamentarnych. Natomiast dziś stawiam pytanie o Michała Rado. Czy Michał Rado to jest jedno z takich nazwisk, które wy będziecie chcieli wypromować i to być może będzie przyszły poseł? Czy może Michał Rado to jest w ogóle projekt obliczony na 2029 rok i to byłby dobry kandydat na prezydenta Wrocławia? Co Pan myśli?
Powiem szczerze, że tak daleko jeszcze nie wybiegamy, ale ja o panu wicemarszałku Michale Rado mogę powiedzieć tylko dobrze.
To ja się spodziewałem, że Pan może powiedzieć tylko dobrze.
Młody, aktywny, z Dolnego Śląska, z dużym doświadczeniem jak na swój młody wiek. Oprócz tego, że realizuje się aktywnie politycznie to i też realizuje się społecznie bardzo mocno i jest obecny na wszystkich odcinkach frontu. Jak trzeba było, jak mieliśmy sytuację powodziową, to oprócz tego, że tam, gdzie było to potrzebne w województwie, to był obecny i pomagał, ale jak była tylko wolna chwila, to ze swoimi mieszkańcami w Bystrzycy workował piasek i zabezpieczał mienie mieszkańców.
To byłby dobry kandydat na 29. rok? Waszego środowiska?
Ja o Michale mogę powiedzieć tylko dobrze. Myślę, że jest dobrym kandydatem na wszystkie najwyższe funkcje samorządowe i też myślę, że spokojnie mógłby pełnić funkcje rządowe i tutaj tak mogę ocenić pana marszałka Michała Rado.
A przyszłoroczne wybory? Macie już plan na kandydatów, którzy tutaj na Dolnym Śląsku powalczą o miejsce w parlamencie czy nie?
Dzisiaj każdy robi swoje, jest czas taki, że kandydaci muszą się realizować i być obecni w terenie z ludźmi i budować swoją pozycję. Taki plan działania mamy w Polskim Stronnictwie Ludowym i to realizujemy konsekwentnie.
Zdradzi pan nazwisko? Albo nazwiska?
Nie, nie zdradzę, bo nawet na ostatnim zarządzie wojewódzkim prezentowałem takie stanowisko, że dzisiaj nie czas i moment na to, żeby pokazywać kto będzie jedynką, dwójką, trójką, piątką, dziesiątką. Tylko każdy, nawet dużo większa grupa osób niż kandydaci muszą pracować aktywnie i być obecni w terenie między ludźmi, zabiegać o sprawy dla swojego najbliższego otoczenia, dla swojego powiatu, dla swojej gminy i moim zdaniem jest dzisiaj taki czas na taką pracę. Formułowanie list to jest przyszłość i to zawsze zostawia się na koniec i nigdy się nie robi tego wcześniej, bo zawsze to budzi jakieś emocje i kontrowersje.
Pan myśli o parlamencie, czy nie?
To się okaże, to jest tu wypadkowa wielu elementów. Zobaczymy, jak się będzie układała sytuacja. Zależy nam na pewno jako Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, Bezpartyjnym Samorządowcom, samorządowcom i wszystkim innym, którzy widzą ten projekt jako taki realny, stabilny projekt na przyszłość, który stabilizuje tę scenę polityczną. Ja myślę, że na Dolnym Śląsku jest tego też taki przykład, że można kontynuować pewne zadania, można pokazać nowe, można włączyć inny bieg i myślę, że tak jest PSL, Polskie Stronnictwo Ludowe w całym kraju. Ostatnio podpisana gigantyczna ilość i też na gigantyczną wartość umów z programu SAFE, m.in. środki, które trafią na Dolny Śląsk do takich zakładów jak WZŁ, dzisiaj PIT-RADWAR w Czernicy czy Jelcz. Kilka miliardów dodatkowych środków, kilkaset miejsc pracy i to są wprost pieniądze kierowane do naszego przemysłu, na nasze bezpieczeństwo, po to, żeby nasze dzieci w przyszłości nie musiały przelewać krwi i to jasno artykułuje, formułuje premier Kosiniak-Kamysz, pomimo tego, że wylewa się na niego potężny hejt próbując wmówić społeczeństwu, że to jest jakiś kredyt frankowy, że to jest niemiecki przemysł, nie ma nic bardziej mylnego. To jest pokazanie właśnie jak pozyskać tanie pieniądze na nasze bezpieczeństwo i zainwestować je w polską gospodarkę, w polskie bezpieczeństwo. No i tutaj z tej drogi na pewno nie zejdziemy, czyli z takiej drogi rzetelnej pracy, solidnej, konkretnych projektów, takich, które materializują się na naszych oczach, a nie są tylko jakimiś opowieściami bajecznymi.
Czy Paweł Gancarz w przyszłym roku będzie na listach do parlamentu, czy nie?
Te decyzje jeszcze nie zapadły, także nie powiem. Tak jak mówię, dużo będzie zależało od tego, jaki będzie kształt list, jakie będą potrzeby. W ostatnich latach nie było wyborów, chyba dziesięciu, w których bym nie startował. Pomimo tego, że byłem wójtem. Większość samorządowców się też obawia takiego startu, że podważy zaufanie wśród swoich wyborców w gminie. Pamiętam, że w 2014 zostałem wójtem, w 2015 kandydowałem do parlamentu i tak za każdym razem, wierząc w projekt Polskiego Stronnictwa Ludowego i tego co robimy. Nikt mnie nie pytał ani ja nikogo nie pytałem, wiedziałem, że jest taka potrzeba i to robiłem. Także jak będzie taka potrzeba w przyszłym roku, to tak się pewnie stanie.
Jeszcze jedno nazwisko panu zaproponuje, Mateusz Masłowski. Czy to byłby dobry kandydat do parlamentu?
To jest też bardzo młody, dynamiczny, inteligentny, obiecujący polityk, z którym też państwo mają okazję się, pan redaktor ma okazję się spotykać.
Dlatego o nim pomyślałem.
Kieruje instytucją, jedną z większych, jak nie z największym budżetem instytucji samorządu województwa. Przerabia budżet półtora miliarda złotych na budowę dróg i linii kolejowych. Także to jest myślę kolejny z przykładów osób reprezentujących nasze środowisko. Trochę w taki niestandardowy sposób. Nie mamy wąsów, bród, czyli historycznie patrząc.
Czyli nowoczesne wydanie PSL-u?
Ja myślę, że chyba tak to wygląda. To jest oczywiście zawsze ocena wyborców, ale staramy się to trochę, ten stereotyp odczarowywać.
Czyli to też byłby dobry kandydat?
Oczywiście, także tutaj bez dwóch zdań.
Jaki idą inwestycje na Dolnym Śląsku? Jak tak Pan patrzy na mapę regionu?
Bardzo dobrze. Nie wiem, czy nie będę się powtarzał, ale jest kilka takich przykładów, które to obrazują. To naprawdę jest temat rzeka. Ja nie chciałbym się wgłębiać w szczegóły, w kilometry, w miliony, ale takie rzeczy, które…
To z czego na przykład pan jest dumny?
Ja jestem dumny z tego, że ostatnie piętnaście lat to 78 kilometrów linii kolejowych zrewitalizowanych, łącznie z Karpaczem, a plan na najbliższe trzy mamy 220. Myślę, że skala jest przepotężna. Nie byłoby oczywiście to możliwe, gdyby nie aktywność poprzedników, czyli pana marszałka Tymoteusza Myrdy, Cezarego Przybylskiego, przejęcie linii kolejowych własnościowo, bo to dało nam perspektywę do tego, żeby pójść tak dynamicznie. Ale też trzeba powiedzieć szczerze, że to, co dzisiaj robimy nie było planowane w poprzedniej kadencji, przez poprzedni zarząd. Czyli to, że był gotowiec i były przejęte linie, my po prostu efektywnie wykorzystujemy środki, czy to z KPO, czy to europejskie. Europejskie w miarę były rozpisane, ale takie linie jak Łagiewniki-Strzelin 319 bodajże, to jest linia, która nie była w najśmielszych planach, a ją realizujemy, bo się okazało, że jest luka środków z KPO i żeby je po prostu wydać w krótkim okresie, bo to też odcinek linii Grabina-Roztoka, 5-kilokilometrowy. To rekordowe tempo realizacji, 3 miesiące. To nikt normalny i to mówię wprost z pełną odpowiedzialnością, nie podejmuje się takich zadań, a my to robimy po to, żeby nie zmarnować ani złotówki pieniędzy z KPO, czy ze środków europejskich. Tak jak Grabina-Roztoka, to jest część linii do Bolkowa, ale już będziemy mieli kolejne 5 kilometrów nowej infrastruktury, sfinansowane w znakomitej większości, bo to jest 14 milionów złotych, ze środków z KPO, które by przepadły. Ale tak jak mówię, nikt przy zdrowych zmysłach nie podzieliłby się na poziomie wojewódzkim, dużego zadania inwestycyjnego w ciągu 3 miesięcy. Podobnie jest z linią Łagiewniki-Strzelin, to jest też kilka miesięcy, tam jest znowu więcej, bo chyba 19 albo 20 tamtego odcinka nie przyszedłem, ale planuję w najbliższym czasie, jak tylko czas pozwoli. Parę już mam za sobą, a mam taki ambitny plan, żeby wszystkie przejść, bo wtedy to obrazuje namacalny sens tego, co człowiek robi. To też jest kilka miesięcy i takie gigantyczne zadanie na kilkadziesiąt milionów. Tak samo robiłem w gminie, jak kierowałem gminę Stoszowice, żeby nie marnować ani złotówki, bo to była taka bidulka, mówiąc w cudzysłowie, więc szkoda było oddać każdy grosz i tak samo działamy tutaj. Nie byłoby to możliwe, gdyby właśnie nie tacy młodzi, ambitni ludzie, którzy mają wolę i chęć do pracy i patrzą tak samo, jak pozostała część zarządu, jak właśnie marszałek Michał Rado, czy dyrektor Mateusz Masłowski.
Plan na półrocze to są inwestycje, to jest kończenie tych tematów, które zaczęliście, czy będzie coś nowego jeszcze?
Dużo tego jest. Powiem tak, że przemiał jest taki, że oprócz tych rzeczy, które zostały wprowadzone na taki duży, wysoki, dynamiczny poziom, bo ja powiedziałem, skupiliśmy się tylko na liniach kolejowych, a przecież jeszcze drogi i w ogóle. Odpaliliśmy, mówiąc wprost i kolokwialnie też trafiając do młodzieży, która jest obecna w internecie, te cztery sztandarowe programy, czyli Dolny Śląsk na dobrej drodze, Dolny Śląsk na dobrych torach, Dolny Śląsk na bezpiecznej drodze, Dolny Śląsk na zielonej drodze. One zawierają wszystko, co dotyczy infrastruktury drogowej i kolejowej, oprócz odtworzenia dróg, budowy dróg, linii kolejowych, toteż zazielenienie ich, jeżeli chodzi o tę warstwę taką przyrodniczą. To jest też ważne, to jest też ważny element i wizerunkowy naszego województwa, ale też takie uzupełnienie tej infrastruktury, tego betonu, tego asfaltu, czy kilometrów asfaltu, który nowy lejemy. To idzie oczywiście. Są takie działania, które uruchomimy tutaj w każdym obszarze, od sportu, czy kultury, czy zdrowia, na które kładziemy duży nacisk. Mogę powiedzieć, że takie elementy jak kulturę, czy sport, czy sprawy społeczne, osobiście trochę zostawiam z boku, bo one sobie idą swoimi torami, ale takie jak, chociażby inwestycje infrastrukturalne, czy duże zadania inwestycyjne dla Dolnego Śląska, duże przedsięwzięcia, duże projekty, takie jak, chociażby inwestycja Foxconnu w Miękini, czy chociażby lokalizacja ESA-y na Dolnym Śląsku. Tego nie widać, ale to są dziesiątki spotkań na różnym szczeblu. Dzisiaj widzę się z panem ministrem Domańskim i między innymi będziemy te tematy w jakiś sposób usystematyzować, bo dużo zależy od decyzji centralnych i ileś spotkań w każdym z obszarów już jest odbytych na roboczym poziomie, bardzo mocno i dobrze dedykowanym tak, żeby te przedsięwzięcia wesprzeć. Między innymi jednym z tematów będzie, a jestem już po kilku rozmowach, kwestia Elektrowni Młoty w Bystrzycy.
Uda się to doprowadzić, czy nie?
Niestety one nie zależą ode mnie bezpośrednio, bo ja mogę powiedzieć o liniach kolejowych, drogach wojewódzkich, czy chociażby drogach krajowych, na które mam w jakiś sposób jeszcze możliwość zabiegania o to, żeby się działo dobrze w tych tematach, drogach ekspresowych. Mogę powiedzieć z dużą odpowiedzialnością, takie strategiczne tematy, jak Foxconn w Miękini, jak ESA, czy chociażby jak te Młoty, one nie zależą od mojej pracy, w sensie takim, że ja mogę pomagać i pomagam, robię co mogę, żeby to się udało, żeby to się powiodło, ale to zależy od pracy innych ludzi i tutaj za to już nie jestem w stanie poręczyć. Tak jak mówiłem, część zadań sobie idzie swoim torem, ale tam, gdzie jest to możliwe, to się bardzo mocno i aktywnie angażuje. To jest też zdrowie i tutaj są strategiczne tematy, które mają usprawnić służbę zdrowia na Dolnym Śląsku, tak żeby ona była lepsza, żeby mogła leczyć jeszcze większą ilość pacjentów i to się też dzieje, oprócz oczywiście budowy nowego szpitala. No i to, co jest istotne, ja będę podkreślał za każdym razem, no to jest południe Dolnego Śląska, które wymaga dopieszczenia. Wrocław, Zagłębie Miedziowe, Legnickie sobie radzi, ale pozostała część wymaga tego zaangażowania większego i tam też tę uwagę koncentrujemy i to głównie obszarami wiejskimi, czyli tym segmentem funkcjonowania naszego województwa, to wspieramy i tam to się dzieje.
